No coz tu duzo mowic... ogromny kraj, ale jeszcze wieksza przygoda.

Stworzylismy to miejsce dla Tych wszystkich, ktorzy w przyszlosci planuja wizyte w Chinach albo... po prostu chca wirtualnie powedrowac z nami.

Start: 07/07/06

wtorek, sierpnia 29, 2006

Tips&tricks top 10+1

1) Zacznijmy od tego, ze w Chinach czlowiek bardzo szybko przyzwyczaja sie do brudu i braku higieny;) Mam tu na mysli fakt, ze predko przestaje przeszkadzac brudne krzeslo, stol, itp... Tam po prostu bywa brudno i trzeba sie z tym pogodzic;)

1a) Wszedzie jest tlum i jest bardzo glosno. Trzeba przywyknac;)

1b) Ulicznych sprzedawcow, ktorzy sa w kazdym wiekszym miescie w ilosci niepoliczalnej najlepiej ignorowac=przechodzic obojetnie. Wtedy daja spokoj od razu - szkoda, ze tak pozno na to wpadlismy;)

2) Nie ma sensu brac namiotu - tak jak juz ktos gdzies pisal, nie ma na niego miejsca - a poza tym noclegi sa bardzo tanie (od 10 do 30zl/os). W duzych miastach dobrze wczesniej zarezerwowac hostel, chociaz jak pokazal nasz przyklad czasem udaje sie znalezc dobra miejscowke bez uprzedniej rezerwacji. W Pekinie polecamy 365inn (na tej samej ulicy co LeoHostel), a w Szanghaju Hiker (bardzo przyjemna atmosfera, darmowy internet i pralka). Na karty IHF znizka jest rzedu 10%. My chyba trzykrotnie wykorzystalismy karty.

3) Obawialismy sie jak to bedzie z komunikacja. Ale jak sie okazalo nie ma co sie obawiac;) Wymawiac po chinsku cokolwiek jest bardzo trudno, wiec najlepiej poslugiwac sie rozmowkami na zasadzie pokazywania krzaczkow (LonelyPlanet angielsko-mandarynskie) - bo angielski jest wciaz jezykiem zdecydowanej mniejszosci (czytaj rzadko kto cos qma). Pokazywanie krzaczkow z reguly przynosi efekt, no chyba ze chinol nie zna chinskiego, co tez sie zdarza... ;)

4) Jedzenie = luz. Na przydroznych straganach lub w knajpach i to wcale nie super wysokiej klasy:) Warto miec proszki na brzuch, ale mozna tez kupic lokalne na miejscu - Pawlowi przyniosly ulge blyskawicznie;) Chinska medycyna czyni cuda;)

5) Warto czasem pojechac nie tam, gdzie radzi LP. To z uwagi, ze LP jak nietrudno sie domyslic to biblia podroznikow po Chinach, a to oznacza ze we wszystkich atrakcjach opisanych tamze widuje sie bialasow. Poza tym w Chinach sporo podruzuja sami Chinczycy, atrakcje latem sa zatloczone.

6) Jesli na mur, to koniecznie Jinshaling! Rewelacyjne, piekne miejsce bez tlumow i komercji. Jak pokazalo doswiadczenie - nocowanie na murze w zadaszonej baszcie to rewelacyjny pomysl - polecamy:)

7) O targowaniu pisalem juz w jakims poprzednim poscie dot. cen w Chinach.

8) Jak sie wam cos spodoba, to kupujcie. Odkladanie zakupow na pozniej czesto konczy sie.. zalem, ze sie nie kupilo tego czegos, co sie podobalo;) Nie warto czekac do konca podrozy, bo wtedy oczywiscie nie ma tego co chcielismy kupic.

9) Nie wierzcie, ze Carrefour w Pekinie jest w First Shanghai Center (czy jakos tak). Jego tam nie ma;) Jest za to niedaleko ZOO w e-plazie. Z Qianmenu trzeba wsiasc w autobus nr 4.

10) W Chinach kontynentalnych ceny markowej elektroniki i ubran sa porownywalne z polskimi. Podrobka to standard - i tanio, tylko czy warto? Chyba zalezy co.. Ja chyba mialem pecha z moja karta SD do aparatu, kupiona za 40pln (w PL wtedy po okolo 100pln), ktora przestala dzialac po 1 dniu! Niedrozej niz w PL, a czesto nawet taniej chinskie marki np. Giordano, odpowiednik chyba polskiego Reserved. Jesli chodzi o Pekin, to w centrach jak PearlMarket typowe chinskie badziewie. Ale moze warto zajrzec...
HongKong pod wzgledem zakupow lepszy zdecydowanie! W HK najlepiej chyba na szoping na mongkok. Jest tez troche outletow w centrum. Co ciekawe nawet w sklepach typu Gome lub Fortress (elektronika) mozna pytac o znizki i zdarza sie, ze sie je dostaje (nawet od obnizonej ceny!).

11) W Pekinie z lotniska wsiada sie w Airport Shuttle Bus za 16 jenow. Jest kilka linii. Do centrum najelpiej wsiasc w taki co jedzie na Xidan (oddalony o 1 stacje metra od Tiananmenu).

Wiecej nie przychodzi do glowy na te chwile...
Powodzenia!:)

niedziela, sierpnia 20, 2006

Hong kong i Szanghaj...

... w obiektywie.












piątek, sierpnia 18, 2006

Lost Luggage Office

Warsaw Frideric Chopin Airport. Wyladowalismy... ale bez bagazu!

Przesiadka w Moskwie byla szybka i ruscy nie dali rady - dziwne nie?!;)
W kazdym razie plecaki ponoc leca juz do waw.

Juz wkrotce info praktyczne, info o wystawach zdjec (jesli dojda do skutku), itp.
Dzieki, ze byliscie z nami;)

pozdr
k

środa, sierpnia 16, 2006

Finito, czyli bye bye China!

A zatem czas wracac! Ostatnie godziny w Pekinie bardzo intensywne:) Padamy z nog...

Tym razem zamieszkalismy w hostelu 365inn i bylo calkiem przyjemnie! Duzo lepiej niz w przereklamowanym Leo!

W kazdym razie ten powrot do Pekinu... teraz czujemy sie tu zupelnie inaczej niz na poczatku. W zasadzie nic dziwnego... Jedno chyba moge na 100% stwierdzic - po pewnym czasie zaczyna sie rozumiec jak dziala to panstwo. Ale tego nie da sie tak po prostu wytlumaczyc. Zrozumiec mozna dopiero jak sie tu posiedzi... Wiec kazdy kto tu przyjedzie musi sie na poczatku liczyc z tym, ze Chinczycy zedra $. Na szczescie z czasem wiadomo jak z nimi pogrywac;) Cieszymy sie, ze zdazylismy przed olimpiada...

Teraz czeka nas pakowanie, co moze sprawic pewne trudnosci... ;) See you!

k

niedziela, sierpnia 13, 2006

Pozdrowienia dla pani Joanny

Wrocmy na chwile jeszcze do Hongkongu bo przydarzyla nam sie tam dosc ciekawa historia..(a jak juz drzym napisal szal zakupow pozbawil mnie sil do jej opisania wczesniej..no nie dziwne buty za 20zl nie wszedzie mozna kupic:)..ale wracajac do tematu..
Ostatniego wieczora w HK strzelilismy sobie pozegnalne winko na wybrzezu, zajmujac przy okazji najlepsze widokowe miejsce. Kazdy, kto chcial miec na zdjeciu super widok na Central jednoczesnie musial sfotografowac glowe Drzymera. Ale Chinczycy to narod bardzo spokojny i spolegliwy, takze nikt nam slowa nie powiedzial:)
Ale ze turystow z Europy w HK nie brakuje pewna biala para zaczela sie zaraz krecic w naszym kacie, wzdychajac z niezadowoleniem. Pani spojrzala na nas z pewna odraza, co skomentowalismy:) Doszlismy do wniosku ze to nie my wchodzimy w kadr ale kadr wchodzi na nas i jak komus glowa drzymera przeszkadza to niech sie przesunie..Na domiar zlego owa pani byla wlascicielka zadka dosc pokaznych rozmiarow..W momencie gdy mialam juz powiedziec patrzcie ale wielka dupa pani sie odwrocila i..przedstawila nam!! Joanna Biedrzycka!!
Cos wam mowi to nazwisko?:) Bo my bylismy swiecie przekonani, ze to prezenterka jednego z programow informacyjnych i zylismy w tym przeswiadczeniu az do dzisiaj:) No niestety w google taka postac nie fuguruje, ale tak czy inaczej dostarczyla nam sporo radosci. Pani na odchodnym rzuciula nam dobra rade zebysmy pilnowali naszych jezykow (nie udalo nam sie juz sprowadzic rozmowy na przyjazne tory..). Nie ma to jak spotkac rodaka na obczyznie:)
guta

Jako, ze przed chwila...

udalo mi sie opanowac Painta po chinsku, to kilka fotek z Szanghaju... :)














sobota, sierpnia 12, 2006

Plyta pilsniowa na sniadanie i stop masaz

Dzis postanowilem zjesc sniadanie nieco odmienne niz tradycyjne chinskie. W supermarkecie wypatrzylem trojkatne kanapeczki z pieczywa tostowego z czyms wewnatrz. Wygladalo na pierwszy rzut oka OK! Tylko, ze nie je sie oczami... ;)

W kazdym razie... jedna byla zjadliwa.. Jakies warzywa w srodku. Szacun;)

Ale wewnatrz drugiej... hmm... wygladalo, ze jakies mieso. Tymczasem brazowe, slodkie... Nie nie.. nie nutella!;) Ugryzlem... i okazalo sie, ze plyta pilsniowa... Moja opinia potwierdzona zostala przez niezalezna expertke Marte P. ;)

Kolejne ciekawe chinskie doswiadczenie. Co do chleba w ChRL to go nie ma. Sa za to sztuczne chemiczne bulki slodkie zazwyczaj, ale ich smak...

I jeszcze stop masaz nam sie dzis udal... Ale o tym napisza dziewczeta pozniej (chyba) ;)

papa:)
k

piątek, sierpnia 11, 2006

Money, money, money... czyli chinskie ceny

Wasze komentarze sprawily nam duzo radosci;)

Po zakonczeniu wyprawy mamy zamiar napisac kilka rad praktycznych i przykladowych cen, ale skoro pojawiaja sie o to pytania juz teraz to na temat ten telegraficznie.
Wszystko w RMB, ceny z ulicznych straganow (w supermarketach nizsze czesto):

Cola, IceTea 500ml - 3RMB

Woda 1,5 -2

Piju, czyli piwo
- sklep 3-4
- pociag 3-5
- knajpa 5-10

Dumplingsy (czyli chinskie sniadanie)
- duze na parze okolo 0,5-0,7
-talerz gotowanych okolo 3-5

Rozne snacki ~ 1

Obiad jedno danie 10 - 30 (zalezy od miejsca i tego na co ma sie ochote)

Ceny owocow potrafia znaczaco sie roznic w zaleznosci od regionu - najlepiej isc na targ i sie... targ-owac:) Owoce(ceny za 1/2kg)
- arbuz 2-5
- gruszkojablka 3

Mieszkanie hostel/chinski hotel 15-50 os/noc (w zaleznosci od warunkow, itp)

Targowanie:
Skuteczny bardzo jest manewr podania swojej ceny, ktora jest lekko zanizona, poczekanie na riposte chinola, pokrecenie glowa, ze drogo i odejscie dalej. Wtedy z reguly cena staje sie nizsza;)

W tym odcinku tyle...
pozdr

k

Aha.. i nie kupujcie chinskich slodyczy, bo nie sa slodkie, czekolada jest wyrobem czekoladopodobnym, a kielbasa jest slodko kwasna! Ble:) No chyba, ze w ramach experymentu - polecam;)

czwartek, sierpnia 10, 2006

Ze Xiamenu do Szanghaju

Wracajac do HK, to jeszcze Agata ma cos ciekawego do powiedzenia, ale jak rzekla uczyni to jutro z uwagi na zmeczenie - wpadly dzis z Marta z szal zakupow;)

A wiec Xiamen.. Mial byc uroczym miasteczkiem - w szczegolnosci wyspa na G (nie pamietam nazwy). Rozochoceni plazami w HK, wybralismy na wyspie kapielisko. Okazalo sie jednak, ze woda nie spelniala naszych wymagan co do klarownosci i ilosci plywajacych w niej smieci, wiec kapiel zakonczyla sie na prysznicu (nie nocowalismy w Xiamen).

Takze Xiamen to mozna sobie darowac:)

No a pozniej extra drogi sleeper (330RMB) do Szanghaju, gdzie teraz przebywamy... Ale o tym napiszemy pozniej. Dzis byl maly spacerek - pierwsze wrazenie - miasto mix amerykanskiej metropolii z lat 30 i nowoczesnych budynkow. A propos tych ostatnich, kontynuowalismy serie wdrapywania sie na drapacze - Jinmao Tower - 4 najwyzszy budynek na swiecie ucieszyl nas widokiem z 88 pietra (340m). Warto bylo zaplacic 20zl:)

k

Wczasy wlasciwe

Jako ze zwiedzanie z kciukiem bylo bardzo intensywne;), pierwszy dzien bez niego przeznaczylismy na zasluzony odpoczynek! Wybralismy dosc losowo jedna z wysepek HongKongu, na prom, tam zgodna kima i prosto na plaze!!!

Decyzja jedyna sluszna! Wszystko bylo;), slonce, woda taka, jak byc powinna, piach i jak na HK przystalo showerki i change roomy. Co prawda nie docenilismy mocy slonecznej i cierpienia byly (drzymer jeszcze w sleeper busie zazywal pantenolu ku uciesze chinczykow;)), ale plazowanie z widokiem dobrze nam zrobilo.

Tego dnia zdobywalismy takze drapacze Centrala, wiec nasze japonki i szorciki zabawnie komponowaly sie z marmurami Bank of China (bylismy na 43. pietrze) i IFC (55. pietro).

o HK z SH;)
marta

W krainie drapaczy

Po Makao przyszla pora na HongKong... Polecielismy wodolotem:)

HongKong.. no coz.. wysokie dosc wiezowce, aczkolwiek ceny nie tak przerazajace jak wszyscy opowiadali. W zasadzie mozna powiedziec, ze wiekszosc produktow potrzebnych do zycia ma polskie ceny.

Mieszkalismy w miejscu iscie uroczym:) U Hindusa zwanego przez dziewczeta Arabem. Tuz obok hostelu, ktory zarezerwowalismy = na 13 pietrze Mirador Mansion. A czemu nie w zabukowanym hostelu? Poniewaz nasz zarezerwowany pokoj byl wynajety dla kogos innego. Marta probowala walczyc z pania Chinka.. Na niewiele sie to zdalo, w kazdym razie zamieszkalismy u Araba:) Zreszta caly ten Mirador to skupisko nedznych guesthousow.

Aha... 2 dnia nadszedl dlugo wyczekiwany moment - Pawel nas opuscil;) Mial wrzucic zdjecia z HK, ale chyba dotychczas nie zrobil tego, wiec jesli nam sie uda, to to uczynimy niebawem.

pozdr
k.

P.S. juz czynie .. ludzie pracuja, a nie podrozuja :) !!!, inne tez bede dodawal







środa, sierpnia 09, 2006

szklane domy

Troche spoznione, ale mam nadzieje ze nadal aktualne ...

Po Kantonie przyszla pora na wyjazd z Chin, co nie odbylo sie bez drobnego zgrzytu. Pan paszportowy okazal sie troche nadgorliwy i poniewaz stempel wjazdowy byl malo czytelny, bardzo dlugo sie zastanawial czy nas wypuscic ... dla informacji pana kontrolera przyleicelismy rakieta a stempel zrobilismy z ziemniaka ...

Makao - mala Lizbona, z klimatycznymi uliczkami i chodnikami wylozonymi mozajka. Drozej niz w Chinach, spimy w "chacie", ktore pokoje to poprzedzielana dykta jedna przestrzen, ale nie narzekamy. Ruiny katedry sw Pawla wyjatkowo ladnie podswietlone w nocy :)










czwartek, sierpnia 03, 2006

Ciagle pada...

Sleeperem za 110jenow/os dostalismy sie do Guangzhou. Do Guangzhou dotarl z nami tez deszcz. W Lonely pisza, ze tu latem pada no i chyba sie nie myla;)

Jesli chodzi o miasto, to widac juz roznice w stosunku do reszty Chin. Zdecydowanie blizej G. do HongKongu (z wyobrazen) niz Pekinu.

My dzis pospacerowalismy. Najciekawsze widowisko mielismy w kosciele, ktory caly-doslownie byl w remoncie (nie da sie opisac). W kazdym razie w kaplicy obok gospel spiewali murzyni! Nie ma to jak murzyni w katolickim kosciele w Chinach.. ;)

Jutro odjazd do Makao i pozniej HongKong.

k

Turystyczne Yangshuo

Z Longsheng przenieslismy sie do Yangshuo, gdzie pomiedzy polami ryzowymi wyrosly gory niesamowitych ksztaltow. Dwa dni wycieczek rowerowych daly sie we znaki;)

Pierwszego dnia udalismy sie w okolice Xingping, skad lodeczeka wsrod malowniczych krajobrazow odbylismy rejs po rzece Li. Targowanie oczywiscie niezbedne - nam udalo sie uzyskac satysfakcjonujaca cene 120kuai za 4 osoby (1,5h rejsu). W drodze powrotnej obrazki jak z pocztowki!

Drugi dzien to wycieczka wzdluz rzeki Yulong. Szczegolnie ciekawy byl nasz powrot, kiedy to musielismy przedzierac sie w skwarze z rowerami przez gory, ku niewatpliwej radosci lokalnych pasterzy... Na koniec naszej wycieczki rozpoczela sie mega burza, ktora ciagnie sie za nami po dzis dzien.

k