No coz tu duzo mowic... ogromny kraj, ale jeszcze wieksza przygoda.

Stworzylismy to miejsce dla Tych wszystkich, ktorzy w przyszlosci planuja wizyte w Chinach albo... po prostu chca wirtualnie powedrowac z nami.

Start: 07/07/06

piątek, grudzień 08, 2006

Pokaz slajdow 18.12.

Czesc

Zapraszam na pokaz slajdow z naszego wyjazdu - poniedzialek 18.12. o godz. 18 w sali 102 na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych PW
Wstep wolny:)

niedziela, wrzesień 17, 2006

Terakotowa Armia :)

My w Xian nie bylismy... byl za to Pablo;)

Oto komunikat PAP:
"Niemiecki student, ktoremu udalo sie zajac miejsce wsrod figur zolnierzy slynnej terakotowej armii w Xian, zostal po kilku minutach dostrzezony i odeslany do domu - podala chinska agencja Xinhua.

Pablo Wendelowi udalo sie w pawilonie muzeum wlozyc przygotowany wczesniej kostium i wslizgnac sie do wykopu. Stanal nieruchomo na przyniesionym ze soba malym postumencie wsrod szeregu terakotowych zolnierzy.

Po kilku minutach znalazla go policja. Kazala mu sie przebrac i odeslala do miasta Hangzhou, gdzie 26-letni Wendel studiuje. Kostium skonfiskowano."

:))

wtorek, sierpień 29, 2006

Tips&tricks top 10+1

1) Zacznijmy od tego, ze w Chinach czlowiek bardzo szybko przyzwyczaja sie do brudu i braku higieny;) Mam tu na mysli fakt, ze predko przestaje przeszkadzac brudne krzeslo, stol, itp... Tam po prostu bywa brudno i trzeba sie z tym pogodzic;)

1a) Wszedzie jest tlum i jest bardzo glosno. Trzeba przywyknac;)

1b) Ulicznych sprzedawcow, ktorzy sa w kazdym wiekszym miescie w ilosci niepoliczalnej najlepiej ignorowac=przechodzic obojetnie. Wtedy daja spokoj od razu - szkoda, ze tak pozno na to wpadlismy;)

2) Nie ma sensu brac namiotu - tak jak juz ktos gdzies pisal, nie ma na niego miejsca - a poza tym noclegi sa bardzo tanie (od 10 do 30zl/os). W duzych miastach dobrze wczesniej zarezerwowac hostel, chociaz jak pokazal nasz przyklad czasem udaje sie znalezc dobra miejscowke bez uprzedniej rezerwacji. W Pekinie polecamy 365inn (na tej samej ulicy co LeoHostel), a w Szanghaju Hiker (bardzo przyjemna atmosfera, darmowy internet i pralka). Na karty IHF znizka jest rzedu 10%. My chyba trzykrotnie wykorzystalismy karty.

3) Obawialismy sie jak to bedzie z komunikacja. Ale jak sie okazalo nie ma co sie obawiac;) Wymawiac po chinsku cokolwiek jest bardzo trudno, wiec najlepiej poslugiwac sie rozmowkami na zasadzie pokazywania krzaczkow (LonelyPlanet angielsko-mandarynskie) - bo angielski jest wciaz jezykiem zdecydowanej mniejszosci (czytaj rzadko kto cos qma). Pokazywanie krzaczkow z reguly przynosi efekt, no chyba ze chinol nie zna chinskiego, co tez sie zdarza... ;)

4) Jedzenie = luz. Na przydroznych straganach lub w knajpach i to wcale nie super wysokiej klasy:) Warto miec proszki na brzuch, ale mozna tez kupic lokalne na miejscu - Pawlowi przyniosly ulge blyskawicznie;) Chinska medycyna czyni cuda;)

5) Warto czasem pojechac nie tam, gdzie radzi LP. To z uwagi, ze LP jak nietrudno sie domyslic to biblia podroznikow po Chinach, a to oznacza ze we wszystkich atrakcjach opisanych tamze widuje sie bialasow. Poza tym w Chinach sporo podruzuja sami Chinczycy, atrakcje latem sa zatloczone.

6) Jesli na mur, to koniecznie Jinshaling! Rewelacyjne, piekne miejsce bez tlumow i komercji. Jak pokazalo doswiadczenie - nocowanie na murze w zadaszonej baszcie to rewelacyjny pomysl - polecamy:)

7) O targowaniu pisalem juz w jakims poprzednim poscie dot. cen w Chinach.

8) Jak sie wam cos spodoba, to kupujcie. Odkladanie zakupow na pozniej czesto konczy sie.. zalem, ze sie nie kupilo tego czegos, co sie podobalo;) Nie warto czekac do konca podrozy, bo wtedy oczywiscie nie ma tego co chcielismy kupic.

9) Nie wierzcie, ze Carrefour w Pekinie jest w First Shanghai Center (czy jakos tak). Jego tam nie ma;) Jest za to niedaleko ZOO w e-plazie. Z Qianmenu trzeba wsiasc w autobus nr 4.

10) W Chinach kontynentalnych ceny markowej elektroniki i ubran sa porownywalne z polskimi. Podrobka to standard - i tanio, tylko czy warto? Chyba zalezy co.. Ja chyba mialem pecha z moja karta SD do aparatu, kupiona za 40pln (w PL wtedy po okolo 100pln), ktora przestala dzialac po 1 dniu! Niedrozej niz w PL, a czesto nawet taniej chinskie marki np. Giordano, odpowiednik chyba polskiego Reserved. Jesli chodzi o Pekin, to w centrach jak PearlMarket typowe chinskie badziewie. Ale moze warto zajrzec...
HongKong pod wzgledem zakupow lepszy zdecydowanie! W HK najlepiej chyba na szoping na mongkok. Jest tez troche outletow w centrum. Co ciekawe nawet w sklepach typu Gome lub Fortress (elektronika) mozna pytac o znizki i zdarza sie, ze sie je dostaje (nawet od obnizonej ceny!).

11) W Pekinie z lotniska wsiada sie w Airport Shuttle Bus za 16 jenow. Jest kilka linii. Do centrum najelpiej wsiasc w taki co jedzie na Xidan (oddalony o 1 stacje metra od Tiananmenu).

Wiecej nie przychodzi do glowy na te chwile...
Powodzenia!:)

niedziela, sierpień 20, 2006

Hong kong i Szanghaj...

... w obiektywie.












piątek, sierpień 18, 2006

Lost Luggage Office

Warsaw Frideric Chopin Airport. Wyladowalismy... ale bez bagazu!

Przesiadka w Moskwie byla szybka i ruscy nie dali rady - dziwne nie?!;)
W kazdym razie plecaki ponoc leca juz do waw.

Juz wkrotce info praktyczne, info o wystawach zdjec (jesli dojda do skutku), itp.
Dzieki, ze byliscie z nami;)

pozdr
k

środa, sierpień 16, 2006

Finito, czyli bye bye China!

A zatem czas wracac! Ostatnie godziny w Pekinie bardzo intensywne:) Padamy z nog...

Tym razem zamieszkalismy w hostelu 365inn i bylo calkiem przyjemnie! Duzo lepiej niz w przereklamowanym Leo!

W kazdym razie ten powrot do Pekinu... teraz czujemy sie tu zupelnie inaczej niz na poczatku. W zasadzie nic dziwnego... Jedno chyba moge na 100% stwierdzic - po pewnym czasie zaczyna sie rozumiec jak dziala to panstwo. Ale tego nie da sie tak po prostu wytlumaczyc. Zrozumiec mozna dopiero jak sie tu posiedzi... Wiec kazdy kto tu przyjedzie musi sie na poczatku liczyc z tym, ze Chinczycy zedra $. Na szczescie z czasem wiadomo jak z nimi pogrywac;) Cieszymy sie, ze zdazylismy przed olimpiada...

Teraz czeka nas pakowanie, co moze sprawic pewne trudnosci... ;) See you!

k

niedziela, sierpień 13, 2006

Pozdrowienia dla pani Joanny

Wrocmy na chwile jeszcze do Hongkongu bo przydarzyla nam sie tam dosc ciekawa historia..(a jak juz drzym napisal szal zakupow pozbawil mnie sil do jej opisania wczesniej..no nie dziwne buty za 20zl nie wszedzie mozna kupic:)..ale wracajac do tematu..
Ostatniego wieczora w HK strzelilismy sobie pozegnalne winko na wybrzezu, zajmujac przy okazji najlepsze widokowe miejsce. Kazdy, kto chcial miec na zdjeciu super widok na Central jednoczesnie musial sfotografowac glowe Drzymera. Ale Chinczycy to narod bardzo spokojny i spolegliwy, takze nikt nam slowa nie powiedzial:)
Ale ze turystow z Europy w HK nie brakuje pewna biala para zaczela sie zaraz krecic w naszym kacie, wzdychajac z niezadowoleniem. Pani spojrzala na nas z pewna odraza, co skomentowalismy:) Doszlismy do wniosku ze to nie my wchodzimy w kadr ale kadr wchodzi na nas i jak komus glowa drzymera przeszkadza to niech sie przesunie..Na domiar zlego owa pani byla wlascicielka zadka dosc pokaznych rozmiarow..W momencie gdy mialam juz powiedziec patrzcie ale wielka dupa pani sie odwrocila i..przedstawila nam!! Joanna Biedrzycka!!
Cos wam mowi to nazwisko?:) Bo my bylismy swiecie przekonani, ze to prezenterka jednego z programow informacyjnych i zylismy w tym przeswiadczeniu az do dzisiaj:) No niestety w google taka postac nie fuguruje, ale tak czy inaczej dostarczyla nam sporo radosci. Pani na odchodnym rzuciula nam dobra rade zebysmy pilnowali naszych jezykow (nie udalo nam sie juz sprowadzic rozmowy na przyjazne tory..). Nie ma to jak spotkac rodaka na obczyznie:)
guta

Jako, ze przed chwila...

udalo mi sie opanowac Painta po chinsku, to kilka fotek z Szanghaju... :)